niedziela, 20 października 2013
Lekcja rumuńskiego.
... a właściwie, lekcja o rumuńskiej rzeczywistości... a jeszcze właściwiej o stereotypach. Kilka dni temu miałam okazję porozmawiać z rodowitym mieszkańcem Rumunii po... polsku! Po prawie dwóch miesiącach poza Polską miło było rozmawiać w MOIM języku idąc sobie po prostu ulicą albo siedząc w kawiarni. I chociaż bardzo się cieszyłam, że ktoś z dość daleka poświęcił dużo czasu, żeby nauczyć się wszystkich skomplikowanych zagadnień gramatycznych, to równocześnie było mi strasznie wstyd, kiedy słuchałam, jakie przygody spotkały Flaviu podczas pobytu w naszym pięknym kraju. Dlatego też postanowiłam sprostować kilka stereotypów o Rumunach (od nazwy mieszkańców tego kraju zaczynając!), żeby kolejni podróżni z tych stron mieli trochę lepsze wspomnienia znad talerza z pierogami. Jeszcze zanim wyjechałam z Polski podążając za moją transylwańską przygodą, byłam świadoma kilku dziwnych wyobrażeń na temat części Europy, w której niedługo miałam się znaleźć, o kilku kolejnych dowiedziałam się już jednak od "miejscowych" rozbawionych lub rozzłoszczonych opiniami mieszkańców innych krajów na ich temat. Pierwszym takim stereotypem jest to, że Rumuni to Cyganie (jako, że w Polsce, dla wielu ludzi nie ma żadnej różnicy pomiędzy tymi dwoma grupami). Tymczasem Rumuni to po prostu nazwa mieszkańców Rumunii podczas gdy Cyganie (w poprawnej politycznie wersji nazywani Romami) to zupełnie odrębna etnicznie grupa, stanowiąca liczną mniejszość narodową w tym kraju. Wędrowni (chociaż od czasów komunizmu już bardziej osiedli) poszukiwacze przygód, ceniący ponad wszystko wolność i pielęgnujący swoje tradycje, wyruszyli setki lat temu z Indii, żeby od tej pory przemierzać świat. Język, którym się posługują, to więc nie rumuński (lub nie tylko rumuński, ale o tym za chwilę) lecz dialekt bengalskiego - jednego z oficjalnych współczesnych języków w Indiach. Przedstawiciele tej grupy posiadają więc nadal język swoich przodków, jednocześnie używając tego, którym posługują się mieszkańcy kraju, w którym wiodą oni swoje życie, lub w którym się urodzili. Często języki te mieszają się, a po kolejnych podróżach, wzbogacane zostają w jeszcze nowe słowa obcego pochodzenia. Wielu ludzi w Cyganach widzi tylko biedaków żebrzących na dworcu. Nie zdają sobie oni jednak sprawy z tego, że ci biedacy są posiadaczami kultury znacznie bogatszej niż wiele zachodnich społeczeństw upodabniających się do siebie coraz bardziej w czasach globalizacji. Kolejnym pytaniem, z którym zmierzyć się musiał mój rumuński kolega w Polsce było... "jak tam u was jest po wojnie?" - tylko, jakiej wojnie? Najwidoczniej tej w byłej Jugosławii, ale na ten problem odpowiedzią będzie tylko kilka lekcji historii. Poza tym oczywiście Rumuni kradną (albo Cyganie, jeśli obie grupy to ci sami ludzie), ale czy o Polakach nie mówi się tego samego? W dodatku na ulicach można codziennie obserwować wiele par bezustannie przytulających się i całujących. Nie zdziwcie się też, jeśli podczas rozmowy z mieszkańcem Rumunii będziecie ciągle dotykani bo... to po prostu naród, który lubi dotykać innych i być przez nich dotykanym. A jeśli wybieracie się do rumuńskiego domu w odwiedziny, lepiej idźcie bardzo głodni. Odmówienie poczęstunku wpędzi gospodarzy w wielkie zakłopotanie (chociaż jeśli odmówicie, nie będziecie namawiani - Rumuni to szczerzy ludzie, więc bez ogródek mówią to, co myślą. Nie ma więc między nimi miejsca na fałszywą skromność i grzeczne odmawianie, kiedy tak naprawdę chcemy poprosić o dokładkę). Zostaniecie ugoszczeni prawdopodobnie cujką, czyli miejscową śliwowicą - bardzo mocną, więc na to też musicie być przygotowani. Wegetarianie powinni trzymać się z daleka rumuńskich kolacji, ponieważ głównym składnikiem większości dań jest mięso i to niestety - wieprzowina (jako wielka fanka świń i to tych cieszących się życiem, a nie podawanych na talerzu, ze smutkiem stwierdzam, że podczas mojej pracy tutaj, jem wieprzowinę prawie codziennie). Jak na jedną lekcję rumuńskiego, to chyba wystarczająco wiele informacji. Uczcie się więc pilnie! A jeśli spotkacie w Polsce Rumunów, to przywitajcie ich ciepłym uściskiem, tak na początek, żeby polsko-rumuńskie przyjaźnie miały szansę obalać stereotypy jedne po drugich, bo po co nam są te stereotypy tak naprawdę potrzebne?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz