poniedziałek, 28 października 2013
Szok kulturowy.
Kiedy pierwszy raz o tym usłyszałam, wydawało mi się, że zupełnie mnie to nie dotyczy. "Szok kulturowy? Ale przecież ja już znam Rumunię i, co więcej, kocham ten kraj! W jaki więc sposób może mnie on zszokować?" Kilka tygodni temu byłyśmy (wszystkie wolontariuszki) na szkoleniu, o tym, jak ma wyglądać nasz EVS i czego możemy się spodziewać. Szok kulturowy był właśnie jedną z tych rzeczy i... chociaż w niego nie wierzyłam, to wczoraj, rozmawiając przed snem z moją współlokatorką, usłyszałam komentarz (po wypowiedzeniu zdania: to nie jest dokładnie to, czego się spodziewałam, myślałam, że Rumunia bardziej mnie zafascynuje): "Aha! Szok kulturowy" (tylko, oczywiście, po angielsku). Muszę się więc chyba przygotować na kilka zszokowanych tygodni, i wieczorów spędzanych z książką i kubkiem herbaty, bo jak na razie, to dla mnie najlepsze lekarstwo na wszelkie życiowe zawirowania. Mam nadzieję, że już niedługo Rumunia będzie dla mnie znowu najwspanialszym miejscem na świecie, i na pewno dam Wam o tym znać! :D
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz